News & Opinion
Branding Talks
Money
Economy
Good Stuff
MICHAŁ DU VALL - PRAWO PATENTOWE
STEFAN PAPP: TRZEBA WYSIĄŚĆ Z PANCERNEGO POCIĄGU!
Trybunał za wzmocnieniem ochrony praw autorskich w Polsce
O społecznym sensie prawa z Profesorem Andrzejem Zollem rozmawia Judyta Papp
STEFAN PAPP: CO JEST W DRUGIM STWORZENIU?
AKTYWNY SĘDZIA - ZMIANY PROCEDURY KARNEJ
BP PIERONEK: STOIMY NA ROZDROŻU, CZY NA SKRAJU PRZEPAŚCI?
PROF. ELŻBIETA TRAPLE - YOU MAKE IT, YOU OWN IT
SUPREME COURT JUSTICE ANTONIN SCALIA DIES
WE’VE GOT WHAT WE WANTED
CRACOW'S CORNERS: HISTORY AND LUXURY
STEFAN PAPP - THE PEOPLE CREATE THE DICTATORS...
 
   Feb 08, 2017
 
  •  STEFAN PAPP: TRZEBA WYSIĄŚĆ Z PANCERNEGO POCIĄGU!
Zrozumieć ducha czasu
W latach osiemdziesiątych uczestniczyłem kilkakrotnie w aukcjach prac krakowskich grafików, ofiarowanych na rzecz odnowy zabytków Krakowa, które organizował w górniczym miasteczku Bergkamen (RFN) Dieter Treeck - poeta, niestrudzony animator kultury i wielki przyjaciel Krakowa. Grafiki kupowali pracownicy miejscowych kopalń. A był to czas, kiedy już trwał proces wygaszania przemysłu górniczego w Zagłębiu Ruhry...
Wtedy pomyślałem sobie: kiedy u nas zwykli ludzie zaczną zbierać grafiki, obrazy? Kiedy odczują potrzebę obcowania ze sztuką jako duchowego przeżycia? Kiedy zainteresowanie różnymi dziedzinami sztuki stanie się wyrazem intelektualnego statusu – powszechną wartością godnego życia?
I
Dzisiaj należałoby zapytać: co stało się z naszym ruchem artystycznym, którego dynamikę i wysoki lot podziwiano zagranicą? Polska twórczość plastyczna była tak dalece światowa i nie pasowała do komunistycznej doktryny, że nie chciano jej w tzw. bratnich krajach pokazywać. Dzisiaj nie chodzi już o to, kiedy sztuka stanie się w Polsce wartością pierwszej potrzeby, ale czemu twórcom przestało zależeć na docieraniu swoją twórczością do szerokiego kręgu odbiorców? W PRL wielu ludzi dobrej woli i świadomych swojej misji artystów angażowało się, by w warunkach blokowania obiegu idei – organizować wydarzenia kulturalne w zakładach pracy, w szpitalach, w świetlicach osiedlowych, na wsi i w miasteczkach. Popularyzowanie współczesnej sztuki – demokratyzowanie uczestnictwa w życiu kulturalnym, trzeba zaczynać od powszechnego udostępniania twórczości. Trzeba rozbudzać zainteresowanie kulturą i je pogłębiać mądrą edukacją artystyczną – zwłaszcza w środowiskach pozbawionych tradycji odwiedzania teatrów, sal koncertowych, galerii, muzeów.
Z grupą koleżanek i kolegów brałem udział w tej organicznej pracy od podstaw i wiem, jak trudno było walczyć z kulturalnym, z duchowym lenistwem, ile pomysłowości wymagało konkurowanie z peerelowską rozrywką dla roboli i kulturą dla prostego człowieka. Jak wiadomo, w Nowej Hucie powstał w latach pięćdziesiątych sławny zagranicą Teatr Ludowy. Osiedliło się kilkunastu krakowskich artystów. Mieszkańcy blokowisk, robotnicy polubili chodzić do teatru, odwiedzać wystawy w nowohuckich galeriach. Zaczęła się kształtować nowa tradycja uczestnictwa i wspaniała – otwarta na sztukę – nowa publiczność! W takich akcjach, jak np. Sztuka i praca - Wernisaż u Szadkowskiego (1975), czy akcja Sztuka w domu (1983) – artyści szli ze swoją twórczością bezpośrednio do ludzi tam, gdzie pracowali, mieszkali. Nasze inicjatywy popularyzatorskie były oryginalne i skuteczne, cieszyły się uznaniem publiczności i budziły podziw zagranicą swoją humanistyczną ideowością.
Wobec skomercjalizowania życia kulturalnego – warto pamiętać o tamtych bezinteresownych i odważnych inicjatywach, które po 1956 roku stały się dla nas sposobem na wolność – naszym zaprzeczeniem ideologii kolektywizacji umysłów i manipulowania kulturą. Oddając sprawiedliwość tym nielicznym przedstawicielom władzy w Krakowie, z którymi można się było dogadać i dzięki którym udawało się realizować nowatorskie wydarzenia kulturalne, rozwijać międzynarodowe kontakty, wymianę wystaw i artystów, trzeba jednak zaprotestować przeciwko tak obecnie modnym wysiłkom pasowania na opozycyjnych bohaterów twórców, którzy nie zadawali się z ludem robotniczo-chłopskim: przypisywanie im zasług w walce z komuną – przez wystawianie wyłącznie w oficjalnych salonach i muzeach – jest po prostu zakłamaniem imponującego dorobku artystów, zaangażowanych w rozwój i upowszechnienie sztuki w zniewolonym społeczeństwie.
Nauczyliśmy się omijać restrykcyjne przepisy, usypiać pracowników aparatu władzy i sprytnymi sposobami realizować działania ważne dla zachowania ciągłości rozwoju sztuki i jej trwałej obecności na światowej scenie artystycznej. I o tym wypada pamiętać, ze te niezwyczajne w PRL, bo nasze krakowskie – całkowicie oddolnie organizowane zagraniczne wymiany wystaw, twórców, studentów i profesorów różnych uczelni, były możliwe dzięki finansowemu poparciu naszych zachodnioniemieckich Partnerów!
Po 1989 roku ten pionierski i znaczący dorobek w uspołecznieniu i europeizacji polskiej kultury został zmarnowany za sprawą fałszywej świadomości teoretycznych opozycjonistów...
Po upadku systemu realnego socjalizmu doszli do krzykliwego głosu artyści dotąd nie znani, zasłużeni koniunkturalnie głównie w organizowaniu różnych pozbawionych artystycznego znaczenia i większego społecznego rezonansu protestów i bojkotów. Uzurpując sobie na fali opozycyjnej retoryki prawo do rządu dusz, zaczęli rozwijanie wolnego ruchu artystycznego od promowania swoich upolitycznionych manifestacji niby-artystycznych i potępiania wszystkiego, co działo się i co osiągnięto do 1990 roku! Wkrótce zarówno ich twórczość jak i oni sami podzielili los wszelkich pozornych wartości: zniknęli ze sceny, gdy się okazało, że nie mają nic do powiedzenia w sztuce, ani nic do zrobienia w jej popularyzowaniu w nowych warunkach wolnego rynku. Po nich pozostała tylko wielka wyrwa w ciągłości rozwoju polskiego ruchu artystycznego i jego zagranicznych powiązań. Zamiast w sposób godny podziękować zachodnim Przyjaciołom za sympatię i bezinteresowną pomoc w najtrudniejszym okresie gwałtu na kulturze duchowej i środowisku artystycznym – ci samozwańczy dysponenci życia kulturalnego III RP potraktowali ich jak kolaborantów systemu i wtrącili w niepamięć ich wielkie zasługi dla polskiej kultury. Okazuje się, że arogancja nie ma legitymacji partyjnej – jest sposobem bycia ignorantów!
Z kolej nowym politykom - wydźwigniętym z opozycyjnego podziemia na ramionach zaskoczonych własnym zwycięstwem mas – wydawało się, że wolność, a zwłaszcza wolny rynek, w sposób naturalny rozwiąże problemy przystosowawcze i niejako automatycznie ureguluje życie społeczne, stymulując rozwój państwa obywatelskiego. Że politycy wszelkiej ideologicznej maści i ekonomicznej orientacji zawiedli na całej linii, doświadczamy na własnej skórze! Kłótnie wewnętrzne, jałowe spory między ugrupowaniami, niekompetencja i przerażająca nieporadność, karykaturalna walka o władzę, stanowiska i wpływy, nie wspominając już nawet o żenującej fali afer kryminalnych osób na najwyższych stanowiskach – są nieuchronną konsekwencją zapomnienia o najważniejszej i najtrudniejszej transformacji: zmiany mentalności społeczeństwa, demoralizowanego latami okupacji niemieckiej i sowieckiej, deprawowanego prawie półwiekowym życiem w kłamstwie i zniewoleniu. Rozmiary dewastacji życia społecznego świadczą, że gwałtowne rozprzestrzenianie się chamstwa, oszustwa i brutalności nie jest wypadkiem przy pracy wielkiej cywilizacyjnej restrukturyzacji kraju, lecz tragicznym skutkiem zapomnienia o konieczności duchowej odnowy Polaków. Prawda jest nadal zarezerwowana do krytycznej oceny systemu PRL-u, a nie do zrozumienia stanu duchowego społeczeństwa, które ten system urzeczywistniało i pod jego wpływem się ukształtowało. Nie powiedzieliśmy sobie pełnej i gorzkiej prawdy o nas samych na początku tej drogi ustrojowych i ekonomicznych przemian! Uświadomiliśmy sobie katastrofalny stan państwa, nie zaglądnęliśmy natomiast w głąb własnych dusz, by sprawdzić, jakie spustoszenia dokonały najnowsze dzieje w naszej duchowości. Nie było żarliwego sporu o nowoczesną wizję naszego humanistycznego rozwoju – pryncypialnej ideowej dyskusji o godnych celach, o tym, czego pragniemy: czego powinniśmy oczekiwać od heroicznie tworzonej nowej rzeczywistości. Upojenie wolnością zastąpiło nam wiedzę o jej mądrym spożytkowywaniu. Wobec braku – pozbawionej ideologicznej pazerności – krytycznej refleksji nad modelami życia, zachodnie wzorce dobrobytu materialnego wyparły z pola społecznych zainteresowań wartości kultury duchowej nowoczesnego społeczeństwa. Wśród najważniejszych oczekiwań obywateli dominowały trendy pragmatyczne szybkiego urządzenia się, często kosztem osobistych wyobrażeń o swoim nowym lepszym życiu. Marzeniem najczęściej gwałconym stało się pragnienie pracy w ulubionym zawodzie. Teraz pracy nie trzeba lubić – pracę trzeba mieć! Więc nową przystosowawczą wartością stało się zawodowe zobojętnienie – bylejakość zatrudnienia, częste zmiany miejsc pracy. W rankingu preferowanych predyspozycji, spryt i przebojowość spychają na dalsze miejsca osobiste zainteresowania i zdolności. Jeśli nie brać pod uwagę przydatność marketingową i korzyści reklamowe – tracą na znaczeniu tradycyjne dobra publiczne, jak opinia, pozycja, uznanie, autorytet. Przygasają też ambicje intelektualnego awansu – promowania duchowego rozwoju – jeżeli inwestowanie w siebie się nie opłaca. W ocenie osobistej wartości i jakości życia nie liczy się realizacja zainteresowań, lecz stan konta, jako konkretne i obiektywne potwierdzenie sukcesu czy klęski.
Nie należy też oczekiwać, że po zaspokojeniu potrzeb materialnych przyjdzie czas na potrzeby duchowe: one przecież istnieją zawsze, bo człowiek jest istotą duchową i potrzebuje kultury – w domu, na ulicy, w miejscu pracy – by swoje życie żyć po ludzku. Jeśli wśród kryteriów jakości życia kultura duchowa nie zajmuje czołowego, albo przynajmniej ważnego miejsca, może to oznaczać, że upowszechnia się u nas model konsumpcyjnych zachowań bezrefleksyjnych. Ten materializm w polskim wydaniu polega na oszukiwaniu ubóstwa pogonią za kolejną okazją, wyprzedażą czy promocją.
Na Zachodzie nastawienia konsumpcyjne zostały już dawno wyparte przez pragnienie przeżywania głębszych wrażeń i doznań (Erlebnisgesellschaft), okazało się bowiem, że proste, pozbawione refleksji konsumowanie dóbr materialnych zamiast nasycać życie pełnią uczestnictwa w dobrobycie – jedynie zwiększa głód zdobywania, posiadania, zaliczania. Spopularyzowana w czasach dynamicznego rozwoju industrialnego wizja dobrobytu materialnego, zaowocowała ostatecznie lawinowym procesem wyobcowania: poczuciem niespełnienia, osamotnienia, zbyteczności. Lecz o tym, że nadmierne obżeranie się szkodzi zdrowiu, można mówić sytym...
Natomiast dzięki częstym podróżom, importowi nowoczesnych technologii i produktów, kiełkuje – skutecznie dawniej ignorowana – wrażliwość na wartości estetyczne przedmiotów, wnętrz, otoczenia. I nie jest ważne, ile próżności stoi za tym nagłym docenianiem wyglądu i jakości rzeczywistości, bo jest to w istocie objaw korzystnej zmiany wrażliwości z mieć na być. Czy jednak od nowobogackiego pożądania pięknych rzeczy jest już blisko do pragnienia pięknych przeżyć? Wątpię, bo piękno materialne podlega prawu innowacyjnej konkurencji, dyktatowi mody czy zmienności potrzeb i zawsze pojawiają się rzeczy nowsze, bardziej atrakcyjne, które zakłócają radość z rzeczy już posiadanych, starych, więc się je wyrzuca. W ten sposób pożądanie rzeczy wciąż odnawia się i eskaluje. Znajomy Niemiec co dwa lata zmieniał flizy w łazience, bo zmieniała się moda...
II
Przerażająco prawdziwie mówi o stanie ducha i świata film Andrzeja Kondratiuka Big Bang: wiejski filozof-dziad-pastuch (Roman Kłosowski) nie przyjmuje zaszczytnej propozycji przywitania Kosmitów, bo co dobrego może im powiedzieć o ludzkości?
Już nie chodzi o Kosmitów, ale co dobrego możemy sami sobie – o sobie – powiedzieć? Bo któż inny psuje nam życie, jeśli nie my sami?
Czuć się obywatelem, znaczy mieć świadomość swoich praw i obowiązków. Tymczasem nie wyzbyliśmy się poddańczych nawyków myślenia kategoriami winy innych – tych, którzy nami rządzą. Bo od nas – pojedynczych ludzi – nic nie zależy, chociaż to my wybieramy najbardziej dobrowolnie tę władzę. Nie czujemy się osobiście odpowiedzialni za oddany w wyborach głos, za jakość i sens wykonywanej pracy, za skutki podejmowanych decyzji, za wyznawane zasady i głoszone idee: winni są wciąż jeszcze jacyś oni!
To smutne, że wolność nie ochroniła nas przed zagrożeniem duchowej szarości, jako stygmatu społeczeństwa masowego...
Gołym okiem widać, że bieda, bezrobocie, niepewność jutra i wielorakie zagrożenia są składnikami i objawami tej duchowej szarości. Ale co jest jej przyczyną, jej źródłem? Bo skąd taki mentalny dyskomfort w cywilizowanym przecież i wolnym kraju, posiadającym rozwiniętą gospodarkę i ustrój demokratyczny, a wykształceni obywatele mogą wreszcie sami sobą rządzić?
Trudno obwiniać wolny rynek o to, że po latach doganiania zachodniego świata i nowoczesnych przeobrażeń we wszystkich dziedzinach życia, niebezpiecznie zmniejsza się czytelnictwo i uczestnictwo w wielorakich, często znakomitych wydarzeniach kulturalnych, że zawsze w pierwszej kolejności tnie się wydatki na kulturę, naukę, edukację. Myślę, że to nie bieda czy brak czasu na kulturę prymitywizują nasze życie, lecz rozprzestrzeniająca się ignorancja wartości duchowych w wymiarze osobistym i społecznym!
Zadziwiający regres – dewaluacja – zainteresowań kulturalnych, jest nie tylko obca Polakom, którzy zawsze wyróżniali się swoją romantyczną duchowością, ale cywilizacji europejskiej w ogóle, nie wspominając już śródziemnomorską tradycję godności stanu obywatelskiego. Trudno zrozumieć jak to się stało, że samoświadomość obywateli – tak w PRL odporna na zabiegi ideologicznej indoktrynacji – rozmywa się teraz w fascynacji bezosobową tożsamością hipermarketów. Bo jak odpowiadamy sobie na pytanie: Kim jestem? Co czyni mnie sobą i stanowi o mnie? – nie odwołując się do wartości duchowych, które nas identyfikują?
Nie wykręcajmy się materialnym niedosytem od osobistej odpowiedzialności za nasze duchowe ubóstwo. Jego społecznym, życiowym wyrazem jest wyjątkowy urodzaj na chamstwo, bezprawie i barbarzyństwo: na faszystów, aferzystów, gangsterów i coraz młodszych morderców. Wobec mnogości skandali i afer, już prawie wstyd przyznać się za granicą, że się jest Polakiem!
Wiadomo, że w zdrowym – samoorganizującym i oczyszczającym się społeczeństwie – funkcjonuje czujna opinia publiczna. Jest ona jedyną organiczną ochroną i naturalną obroną demokracji: najwyższą instancją społecznej presji moralnej! Jej siłą jest mądrość obywateli o wysokim poczuciu moralności, kultury i prawa, którzy nie tylko rozróżniają dobro od zła, ale rozumieją też, że ponoszą moralną odpowiedzialność za polityków, których wybrali, za stan i funkcjonowanie swojego państwa. Bo ta odpowiedzialność zmusza i uprawnia do wartościowania rzeczywistości: do rozpoznawania zagrożeń i osądzania dewastatorów państwa. Ludzie, którzy głosują na zwykłych przestępców, oszołomów, awanturników, na chorych z nienawiści populistów czy kochających rządzić demagogów, psują nie tylko demokrację, nadużywając swojej wolności: oni utrwalają warunki powstawania gospodarczej i ustrojowej biedy. Nie tylko złą władzę, ale także owych bezmyślnych obywateli-wyborców, którzy ją ustanowili, trzeba potępiać, bo to oni zawsze i wszędzie swoim pazernym, samolubnym chciejstwem i ciemnogrodzką głupotą psują życie jednostek i społeczeństw.
Czy rzeczywiście kryzys statusu i znaczenia kultury duchowej przyczynia się do destrukcji życia społecznego? Przecież to właśnie wielu przestępców w białych kołnierzykach chodzi do teatru, na koncerty i wystawy, kupuje dzieła sztuki, sponsoruje imprezy kulturalne. Więc jak można uzasadniać psucie państwa faktem powszechnego ignorowania wartości kultury duchowej, kiedy w gruncie rzeczy, największe zło czynią ludzie kulturalni!
Esesman, który grając na pianinie Wagnera – kazał więźniowi zjeść odchody jego psa – był praktykującym miłośnikiem sztuki!
Na wartość, jakość duchowości nie ma wpływu samo uczestnictwo w życiu kulturalnym i obcowanie z twórczością artystyczną, znaczenie sprawcze ma przeżycie dzieła sztuki: osobista refleksja artystycznego przekazu.
Wrażliwości, mądrości, człowieczeństwa nie można sobie kupić, zdobyć, przywłaszczyć. Nie można się w te duchowe dobra wystroić i paradować, popisując się nimi w swoim życiu. Kultura duchowa nie jest produktem alchemicznych zabiegów, lecz wyrazem osobiście wypracowanego rozwoju człowieczego geniuszu intelektualnego. Stąd różnica w społecznej ocenie popularnych ludzi: bogatych się ceni, mocnych – respektuje, natomiast autorytety budzą podziw i szacunek...
III
A sztuka - wiadomo, że do kupowania prac plastycznych i uczestnictwa w życiu kulturalnym w ogóle, potrzebne są pieniądze. I większe mieszkania, i wolny czas. Rzecz w tym, że nie tylko pieniądze, mieszkanie i czas, ale także – a może przede wszystkim – odpowiednie duchowe nastawienie! Jedni nabywają dzieła sztuki dla przyjemności ich posiadania, kolekcjonowania czy dekoracji wnętrz, inni dla prestiżu albo lokaty pieniędzy. A ja marzę o odbiorcy z wewnętrznej potrzeby, po prostu o człowieku, który w ogromnej wielości i różnorodności propozycji artystycznych znajduje coś dla siebie: dzieło jakby dla niego stworzone, które od razu staje mu się bliskie...
Sztuka jest potrzebna inaczej, niż wszystko inne, co wydaje nam się niezbędne do życia. W skali jednostki inspiruje wyobraźnię, rozwija osobowość i wzbogaca życie duchowe. Natomiast w skali ludzkości antycypuje zmiany świadomościowe i przeobrażenia kulturowe wynikające z postępu i przez postęp wymuszane, a scalając świat wspólnością języka artystycznego, sztuka zachowuje – w przeciwieństwie do unifikującego działania cywilizacji technicznej – jego wielorakie zróżnicowania, odmienności i odrębności.
Współczesna sztuka uzyskała szczególną zdolność rozbudzania kreatywnej aktywności, ponieważ odwołuje się do reaktywnych cech psychicznych niepowtarzalnej indywidualności osoby: do jej wrażliwości i wyobraźni. Dzięki twórczej percepcji – dookreślającej ideę artystyczną dzieła – artykułuje się osobista refleksja, własna interpretacja przekazu dzieła. Społecznym wyrazem tej rozbudzonej kreatywnej aktywności, jest potrzeba partnerskich relacji w stosunkach międzyludzkich, bo przeżycia duchowe zachęcają do kontaktów i dzielenia się przeżyciami, doświadczeniami, myślami. Sztuka – oddziałując na duchowość – może wywierać wpływ na charakter naszych pragnień, potrzeb, oczekiwań, postaw i sposobów bycia. Rozwój środowiska kultury duchowej – przez harmonijne scalenie zróżnicowanych zjawisk estetycznych z funkcjonalnością otoczenia i dzięki obecności działań artystycznych w codziennym życiu – może równoważyć dehumanizujące skutki psychiczne coraz bardziej inteligentnych, racjonalnych i totalnych systemów cywilizacji technicznej.
Sztuka może przyczynić się do wybawienia człowieka z niewoli trendu samorzutnej bylejakości życia. Ale nie musi – jeżeli człowiek sam nie stawia sobie ambitnych celów i nie wymaga od siebie inwestowania w siebie...
Sztuka nikomu nie powie, jak ma żyć. Może jednak sprawić, że człowiek zada sobie takie pytanie i będzie starał się na nie odpowiedzieć w sposób wartościowy. Wewnętrzne nastawienie decyduje o wyborze sposobu realizowania własnego życia: żadna sztuka nikogo nie poprawi, jeżeli sam z siebie nie zechce stać się lepszym! Psucie i poprawianie się człowieka są indywidualnymi procesami odśrodkowymi.
Aktywne obcowanie z twórczością artystyczną uszlachetnia wrażliwość, jak kwalifikowana gimnastyka rozwija wszechstronną fizyczną sprawność. Sam powierzchowny kontakt nie wiele daje, poza pewną ogólną orientacją, jak oglądanie ćwiczeń gimnastycznych w telewizji. Dopiero przekroczenie progu powierzchownej obserwacji dzieła i otwarcie wyobraźni na jego działanie, stwarza szansę na głębsze przeżycie artystyczne. Myślę, że kto raz naprawdę pozna wartości artystycznego przekazu – odkryje ten jedyny w swoim sposobie działania fenomen piękna i zapragnie na co dzień obcować ze sztuką. Nauczy się patrzeć i widzieć – uczestniczyć w niepowtarzalnej przygodzie twórczego przeżywania dzieła sztuki: odkryje świat fascynujący, dozna uczucia mu dotąd nie znane. I myślę, że prędzej czy później odczuje też potrzebę refleksji nad własnym życiem i zacznie się brzydzić prostactwem zmaterializowanego sposobu bycia człowiekiem.
Jednak samo przeżycie artystyczne nie czyni nikogo automatycznie lepszym, szlachetnym. Cala samodoskonaląca robota należy do człowieka...
Z drugiej strony – współczesna sztuka nie ułatwia ludziom zakochanie się w niej. Dla wielu jest ona po prostu nieinteresująca. Pomijając mnogie przypadki zwyczajnej szarlatanerii produkowania pustych bytów, których pozorność jest często trudno rozpoznawalna na pierwszy rzut oka, to jednak wielka historyczna odnowa tożsamości sztuki, przywróciła jej pierwotną funkcję kreowania świata. Oto po wiekach kunsztownego, często genialnego przedstawiania rzeczywistości pozaartystycznej, sztuka zajęła się fenomenem problemów artystycznych, stając się sobą: sztuką naprawdę kreatywną i naprawdę artystyczną. Mimo, że te przeobrażenia w sztuce już dawno ukonstytuowały się w kulturze światowej – nadal przejawia się skłonność i dominują nawyki szukania w dziełach sztuki pozaartystycznych relacji znaczeniowych. I choć jesteśmy już na dobre uformowani przez nowoczesną estetykę, wciąż jeszcze oczekujemy od sztuki, by coś znanego z potocznego oglądu rzeczywistości przedstawiała. Dlatego tak trudno uświadomić sobie, że sztuka przestała opowiadać o czymś zewnętrznym, co nie jest nią samą: gdy mówi o bólu - sama jest bólem. Bo każda prawda jest piękna i wartościowa w swojej tożsamości: prawda rzeczywistości jako wyraz realności i prawda sztuki jako wyraz działania artystycznego. Nawet najbardziej realistycznie namalowaną krowę nie można wydoić. Ale można usiąść z wrażenia, widząc JAK ta krowa jest namalowana - jeśli jest wynalazkiem nowej artystycznej prawdy, która wzbogaca nasze doświadczenie w postrzeganiu krowy. Bo sztuka odpowiada na pytanie: JAK? Jest wynajdywaniem idei i odkrywaniem jej formy. Jej działania nie dają się zwerbalizować, podobnie jak nie można opisać do końca słowami uczucia bólu czy miłości. Prawdziwa percepcja każdego rodzaju dzieła sztuki polega na umiejętności myślenia pozapojęciowym językiem samego działania artystycznego: wyrazu zdarzeń i zderzeń, napięć i rytmów kompozycji, jej stylistycznej narracji. W dziele plastycznym wartości wizualne, a często także sugestie konceptualne, tworzą konkretną sytuację wyrazową, która działa przez zmysł wzroku na psychikę, wywołując niepowtarzalny nastrój – szczególny stan napięcia duchowego. Liczy się inteligencja oka. Człowiek coś czuje, silnie i wyraziście, ale nie potrafi i nie ma potrzeby swoich doznań nazwać: nie powinien opisywać słowami akcji artystycznej ani swojego stanu psychicznego, ponieważ działanie dzieła ma charakter transcendentny, dotyczy pojęć z innego języka, innego obszaru znaczeń, z innego systemu komunikowania, nieprzystającym do kultury słowa. Po raz pierwszy doświadczyłem tego niesamowitego działania sztuki w 1957 roku w Muzeum im. Puszkina w Moskwie, gdy zobaczyłem obrazy Henri Matisse’a. Wpatrując się w te obrazy, poddawałem się ich hipnotyzującej magii, czułem, że drżę, że mnie ciarki przechodzą: że dzieje się coś nienazwalnego! Byłem studentem piątego roku ASP, ale dopiero to spotkanie z Matissem pozwoliło mi odczuć i doznać nieznaną mi dotąd moc, jaką wyzwala wielka sztuka.
Często mówi się, że sztuka jest dla przygotowanych, że uwrażliwia już wrażliwych. Nie wiem, jak inni artyści, ale ja adresuję swoje prace do tych, którzy zechcą na nie patrzeć bez uprzedzeń, bez szukania odniesień pozaartystycznych. Krytycy mówią, że moja twórczość nie jest dla każdego, co taktuję jako niezamierzony komplement: nikt nie kocha każdej kobiety...
Pewnie, że w kulturę duchową trzeba inwestować, jak w każde inne dobro. Jest to kwestia nie tylko inwestycji w świadomość jako warunku zrozumienia, czego od siebie i życia oczekujemy, co ma dla nas znaczenie, ale także doskonalenia umiejętności postrzegania sztuki: chodzi o kulturę percepcji. Jeżeli stawiamy sobie wyższe wymagania, będziemy je próbować spełniać. I o tę pracę ze sobą i nad sobą chodzi, bo tworzenie polega na przeobrażaniu!
IV
Obcowanie ze sztuką może rozwijać kondycję kreatywnego, twórczego działania, ale nie sprawi, że człowiek stanie się przez to automatycznie bardziej ludzki. Wiadomo, że gangsterzy i aferzyści wypełniają swoje wille i pałace drogimi dziełami. Dziwna to miłość do sztuki! I dziwna mentalność artystów, którzy takim ludziom sprzedają swoje prace. Dla mnie najcenniejszą wartością dzieła są przeżycia jego odbiorców! Żeby posiąść bogatą, szlachetną osobowość, potrzebna jest ciężka praca jej wszechstronnego kształtowania – tworzenia samego siebie. Bo każdy człowiek w jakiś sposób siebie kreuje: swoimi upodobaniami, marzeniami i doświadczeniami, wyznawaną hierarchią wartości i celami jakie sobie stawia. Nawet jeśli poddaje się obcym wpływom, to jest to jego wybór. Rezygnacja z indywidualności, z własnego sposobu bycia, jest również osobistą decyzją! Rzecz w tym, by zdawać sobie w pełni sprawę ze znaczenia i skutków tych wyborów i decyzji...
Więc po co sztuka?
Bo sztuka powstaje z wyborów i wyborom służy! Jest ludzkim wymiarem fenomenu tworzenia – procesu ciągłego przeobrażania wartości! Wiadomo, że spośród wszystkich istot tylko człowiek posiadł zdolność tworzenia sztuki. Dlatego nie może ona być jedynie dodatkiem do życia, luksusem dostępnym bogatym, wtajemniczonym! Nie sadzę, by ludzie pierwotni dekorowali swoje jaskinie wizerunkami zwierząt, by je ozdabiali scenami polowań. Sztuka zawsze kształtowała relacje człowieka z nim samym, z innymi ludźmi i ze światem, i zawsze spełniała rolę stymulowania jego duchowego rozwoju.
*
Jako artysta pocieszam się, że to dzięki światotwórczym zdolnościom kreacyjnym nie siedzimy nadal na drzewach. A może wciąż jeszcze tam siedzimy, tylko drzewa się zmieniły? Bo jakoś trudno cieszyć się dorobkiem kultury i sztuki, postępem nauki i techniki – wspaniałym cywilizacyjnym rozwojem ludzkości – w barbarzyńskim świecie głodu, nienawiści i wojen...
Natomiast jako człowiek – jestem przerażony pogłębiającym sie kryzysem idei: brakiem zainteresowania wartościami humanistycznymi – nowoczesnym rozwojem kondycji duchowej! W głębi duszy podejrzewam nawet, że sztuka utraciła swoją moc oddziaływania na świadomość, że zawodzą artyści, zajęci tworzeniem dla bezosobowego rynku sztuki. Z braku inspirującego kontaktu z odbiorcami – jako adresatów swoich przekazów - twórcy nie odczuwają potrzeby przekazywania czegokolwiek – od siebie. Takie wyobcowanie od społecznego środowiska nie skłania do artystycznego dialogu – trudno dzielić się osobistymi refleksjami z rynkiem sztuki, który preferuje dzieła dla oczu – a nie do osobistego przeżywania. Czy twórcy pozbawieni odbiorców, którzy nie mają nikomu nic do powiedzenia – czują się sztuce potrzebni?
*
Gdzie podziały się rewolucyjna pasja odnoszenia twórczości do pospolitego życia i poznawcza misja wyrażania ducha czasu? Pasja, która uwolniła sztukę z tradycyjnej roli nobliwej kroniki dziejów i kunsztownego obrazowania rzeczywistości? Co stało się z żarliwymi manifestami, które wiodły zbuntowanych artystów na barykady walki z artystycznym establishmentem? Jaki zły duch unieważnił wizje artystów, którzy otworzyli współczesną sztukę na antycypowanie jakościowych przeobrażeń świata?
Kiedy tryumfuje ignorancja wartości ideowych i upowszechnia się model postaw egoistycznych w bezwzględnej walce konkurencyjnej, a kult materialnego sukcesu zawładnął umysłami ludzi – trudno milczeć. Nie rozumiem artystów:
Na stacji granicznej między światem humanistycznej refleksji nad rozwojem nowoczesnego człowieczeństwa a światem bezmyślnej konsumpcji dóbr postępu – w pośpiechu, oczarowani obietnicą materialnego dobrobytu – wsiedliśmy do pociągu pancernego atawistycznej walki o byt. Z osobistej potrzeby proszę i z uprawnienia artysty namawiam: ludzie, trzeba wysiąść z tego anachronicznego pociągu do nikąd! Człowiek jest istotą duchową, stworzony do życia w kulturowym środowisku. Tam, dokąd się wybieramy, rządzi pieniądz, który urasta do najwyższego kryterium stosunków międzyludzkich i decyduje o życiu, o jego jakości. Tam nie ma godnej człowieczeństwa przyszłości.

Autor: Stefan Papp / pr-controlled.com ©
Ilustracja: Stefan Papp, Europolak, 1992 rok



Comment
Add Comment

 
Feedback
•  Erdogan's Turkey out of Nato
It has always been a matter of historical curiosity that one of the American
•  What if Washington were Jerusalem?
WASHINGTON - As one of the American citizens who was born in Israel and
•  Mr. President Trump?
We sit amid August and at least 17 Republican candi dates vying for
•  The realities of the 21st century
Review of A Handful of Bullets by Harlan K. Ullman
•  The Polish elections - what's with Poland?
I have seen quite a few things in my life. That is why I cannot see any
•  Stanley Weiss on nuclear weapons
This December, the world will witness the 70th anniversary of a publication
•  A new reformist offensive in Ukraine
Ukraine is on the brink of a financial meltdown, but its newly formed
•  NATO & missed opportunities
The NATO Summit in Wales was the latest in a series of summits involving Western
•  Marc Faber's predictions
Dr. Marc Faber, publisher of The Gloom, Boom & Doom Report, has three very
•  We're not in the EU to forget our roots
The founding fathers of the uniting Europe envisaged it during the Cold War
•  Bp. Pieronek - How to help Syria?
If one decides to ride by bus in Syria, one has to put their name on a list
•  Nature teaches humility
Disasters occur more often than we expect them to. One of them is flood
•  Multiplicity of grayness
In the spheres of high culture, there is this fashion to describe common
•  The euro zone – unemployment zone
In April, the unemployment rate in the Eurozone grew to a record level
•  The Champions League is puzzling
Football lovers, especially its die-hard fans, have recently experienced quite
•  The European Union FTT
Poland isn't among the countries that are going to accept the new tax, which

For advertising contact us at: ads@pr-controlled.com


© 2017 Judyta Papp Ltd., All rights reserved.